NOTE! This site uses cookies and similar technologies.

If you not change browser settings, you agree to it. Learn more

I understand

Zabawa klockami LEGO

.

Zugriffe: 1897
b_800_600_0_10_images_portal_forum_poza-zero_inne-tematy_9060-16c075b6760f3b0aa90901efdbbc1982.data.jpg

Chciałem Wam dzisiaj zaprezentować trochę takie niepoważne podejście do modelarstwa kolejowego, czyli „modele” wykonane z klocków Lego. Małżonka twierdzi, że zabawa klockami to efekt „peerelu”, gdy klocki Lego były produktem dostępnym tylko dla nielicznych szczęśliwców posiadających dewizy lub bony PKO i przy okazji niepijącego i niepalącego ojca (tu dla młodszych kolegów należy się wyjaśnienie: za walutę kupowało się w Pewexie lub Baltonie towary normalnie niedostępne, w tym zagraniczne fajki i przyzwoitej jakości gorzałkę, które były najczęściej kupowanymi tam „dobrami”). Ja oczywiście tłumaczę sobie, że to świetny sposób odreagowania stresu wywoływanego otaczającą rzeczywistością. W sumie, aby uzasadnić zabawę czymś „niepoważnym” dobre jest każde wytłumaczenie…

Zanim przejdę do meritum, myślę że warto napisać parę rzeczy o Dorosłych Fanach Lego (nazywających siebie z angielska „Afolami, od Adult Fan Of Lego). Jest to ogromy biznes, którego rozmiary dla większości z nas mogą być szokujące. Na przykład, na największej platformie internetowej łączącej sklepy sprzedające klocki „na sztuki” (taki Amazon, ale tylko z klockami) tylko w Polsce zarejestrowanych jest około 5,5 tysiąca kupujących i działa blisko 500 sklepów, z tego przynajmniej 10 to prawdziwe przedsiębiorstwa z obrotami idącymi w dziesiątki tysięcy euro miesięcznie… A Polska to jeden z mniejszych rynków w tym światku. Wybór klocków, jakie można kupić może przyprawić o ból głowy, obecnie dostępnych jest ok. 45 tysięcy (tak, to nie pomyłka) klocków o różnych kształtach (w to wliczane są też nalepki i klocki z różnymi nadrukami) w mniej więcej 160 kolorach. Dostępne są specjalne programy pozwalające na projektowanie „modeli”, od bardzo prostych, skierowanych do dzieci po aplikacje będące nakładkami na Auto-CAD, które umożliwiają sprawdzenie czy zaprojektowana „mechanika” działa (dotyczy to głównie klocków Lego Technic, które są wykorzystywane nawet na uczelniach technicznych, te klocki na przykład umożliwiają na przykład budowę w pełni funkcjonalnej przekładni planetarnej czy sekwencyjnej automatycznej skrzyni biegów).

„Modele” kolejowe to taka bardzo wąska nisza w światku Lego, jednak na tyle duża, że kilku firmom opłaca się inwestować w formy wtryskowe do produkcji torów czy kół parowozów, które w ofercie Lego nie występują. Bardzo charakterystyczna cechą tych modeli jest to, że nie występują tu skale znane nam (czyli np. H0, o czy 1), tylko „skale określane przez szerokość modelu wyrażona w „kropkach” (czyli najmniejszych dostępnych modułach Lego, w tym wypadku jest to klocek o wymiarach 7,8mm x 7,8mm x 3mm – ta „kropka” to właśnie 7,8mm). Lego swoje zestawy kolejek produkuje w „skali 6 kropek”, co oznacza szerokość na 6 modułów. Z kolei wśród „Afoli” najbardziej popularna „skala” to „8 kropek”, która co ciekawe, w przybliżeniu odpowiada naszej skali 0. Problemem są jednak tory, których rozstaw jest dostosowany do najmniejszej szerokości przekładni, jaka można napędzać kolejki Lego, która wynosi „4 kropki”, tak więc rozstaw torów odpowiada w przybliżeniu skali 1/35-1/38, która niestety nie wpisuje się w żadną normalną skalę kolejową. W efekcie, jeżeli chcemy uzyskać w miarę poprawny pod względem proporcji „model”, konieczna jest zatem budowa „modelu” w skali egzotycznej. Ja do zabawy zdecydowałem się na skalę 1/36 (w skali Lego jest to „10-11 kropek”, w zależności od rozmiarów konkretnej lokomotywy czy wagonu), z tej prostej przyczyny, że rozmiar dostępnych kół w tej skali bardzo dobrze odpowiada kołom o średnicach 1100mm i 1350mm, co pozwala na budowę całkiem pokaźnej i zróżnicowanej „floty” modeli kolejowych w barwach PKP.

Projektowanie „modelu” Lego zaczyna się od wyskalowania rysunku oryginału w „kropkach” z użyciem jednego z kilku dostępnych w internecie narzędzi. Co ciekawe, najlepszy i najpopularniejszy program do skalowania jest polskiej produkcji. Potem można już zaprojektować model „cyfrowy” i przygotować listę niezbędnych klocków. I tu zaczyna się właściwa zabawa – nie wszystkie klocki dostępne są w potrzebnych kolorach, zazwyczaj zakupy trzeba robić w kilku-kilkunastu sklepach (na przykład, niektóre zielone klocki w bardzo przydatnych kształtach oferuje tylko jeden sklep z Danii). W sytuacjach, gdy klocki w potrzebnych nam kolorach nie istnieją, mamy w praktyce dwa wyjścia – malować na potrzebny kolor dostępne klocki albo zmienić kolory kloców użytych w modelu. Malowanie klocków jest praktykowane bardzo rzadko, wynika to z bardzo prozaicznego problemu – dobór kolorów farb pasujących do klocków jest praktycznie niemożliwy, kolory stosowane przez Lego często nie mieszczą się nawet w palecie RAL, do tego elementy gumowe są praktycznie niemożliwe do pomalowania, takiego materiału nie chce się trzymać żaden podkład dostępny w normalnej sprzedaży. Zilustruje ten problem przykładem – zbieralnik pary w modelu TKp Śląsk ma średnicę „3 kropek”, jedyny element który się do tego nadaje to gumowa opona w kolorze czarnym. Tak więc nie ma wyjścia, kocioł w tym parowozie musi być czarny. Trzeba też dodać, że taka zabawa do tanich nie należy. Co prawda cena jednostkowa „typowych” klocków jest bardzo niska (rzędu 30 groszy za sztukę), jednak niektóre nietypowe klocki potrafią być bardzo drogie. NA przykład jedno koło parowozu to wydatek rzędu 10 zł, ale trafiają się też „rodzynki” kosztujące po 30-40 zł za kawałeczek plastiku. Ja na przykład niektóre klocki robię we własnym zakresie (pocięte i sklejone „standardowe” klocki), dzięki czemu zamiast płacić po 3 dychy za każdą sztukę z 12 potrzebnych do Baziela zielonych klocków „z uchwytem” kupuję 12 innych klocków, z których w kilka godziny powstają potrzebne mi elementy. Materiał z jakiego wykonane są klocki jest wyjątkowo twardy ale jednocześnie topi się w niskiej temperaturze, tak więc na przykład cięcie klocków Dremelem odpada. Mimo tych oszczędności koszt pojedynczej lokomotywy potrafi przyprawić o szybsze bicie serca. W przypadku TKp Śląsk jest to mnie więcej 1250 zł, Baziel to ok. 900 zł. Mój ostatni projekt (TKt2, na razie tylko w wersji elektronicznej) będzie kosztował ok. 2 tysięcy złotych. Z oczywistych względów małżonka nie jest informowana ile to naprawdę kosztuje. W sumie to sama też wykazuje instynkt samozachowawczy, bo na wszelki wypadek nie pyta. Ja też nie pytam o jej torebki, chociaż mam podejrzenia, że przynajmniej jedna mogła kosztować więcej niż BR24 Lenza, ale tego nie sprawdzam… Jak widać w pełni świadoma niewiedza potrafi być kluczem do udanego związku.

Jak już zakupimy potrzebne klocki, to praktycznie pozostaje nam już tylko złożenie modelu (bez kleju, tu wszystko powinno się trzymać „samo z siebie”, oczywiście z pewnymi wyjątkami, gdy połączenie przewidziane prze Lego jest zbyt słabe i trzeba je wzmocnić), który oczywiście trzeba odłożyć na półkę, najlepiej poza zasięgiem żony i dziecka. Lego w swoje ofercie ma bardzo uniwersalny system napędowy, obejmujący kilka silników, baterie, odbiorniki i piloty oraz oświetlenie (na podczerwień, ale różni producenci oferują też rozwiązania oparte na wi-fi). Ja w swoich „modelach” tego nie stosują, są to klasyczni „pułkownicy”. Wprowadzenie do modelu napędu wiąże się z pewnym istotnym ograniczeniem – łuki dostępnych torów są bardzo ciasne (promienie rzędu 36-50 cm, typowe raczej dla skali H0), w wyniku czego w parowozach trzeba stosować koła bez obrzeży, które niestety bardzo psują estetykę modelu (obrzeża są strasznie przeskalowane, tak „na oko” odpowiadają one skali 1:12).

Na koniec wypada napisać kilka słów o prezentowanych „modelach”. Mają to być TKp Śląsk i Baziel (mam nadzieję, że choć trochę przypominają oryginały). TKp złożony jest z 1317 elementów (w tym kilkanaście mojej produkcji, tak więc zdaniem „prawdziwych Afoli” model jest „niekoszerny”), natomiast Baziel złożony jest z 896 części (podobnie „niekoszerny”, do tego kilka elementów jest klejonych, co uważane jest w polskim światku Lego za zbrodnię). W obu parowozach koła są ruchome, wszystkie osie są spięte układem kół zębatych (wiązary nie są w stanie przenieść zbyt dużego obciążenia), tak więc jeżeli kiedyś dostępne będą tory Lego z łukami o odpowiedniej średnicy (min. 150-160 cm), będzie można je zmotoryzować. Wiem, że zielony kolor jest zbyt jasny, niestety w ciemniejszym odcieniu zieleni brakuje kilkunastu kluczowych elementów, w tym takich, których nie jestem w stanie dorobić (brakuje nawet elementów, które dało by się pociąć i złożyć z nich potrzebne klocki), brakuje też stosownych nalepek, których po prostu nie chce mi się zaprojektować. Tym niemniej z obu parowozów jestem zadowolony, trzymają wymiary i proporcje oryginałów (oczywiście w granicach dopuszczonych przez zastosowany materiał), są duże i generalnie przyciągają oko (oraz małe rączki dzieci, tu pomagają tylko pancerne gabloty). Poza ta dwójką mam też zrobione Th4, Tp4, Tr5 i wagonik 4 klasy. Prawie gotowy jest Ti4 oraz rozgrzebany SM42 (tu niestety utknąłem na konieczności „wyprodukowania” 4 klocków o strasznie skomplikowanym do samodzielnego wystrugania kształcie), zaprojektowany TKt2 i TKw2, w kolejce czeka Ol12. Tylko jak zwykle brakuje na to wszystko czasu…